piątek, 18 października 2013

#15 Ostatnio obejrzane, część pierwsza

Jako iż uwielbiam dobre kino i oglądam dużo filmów postanowiłam umieszczać na moim blogu posty dotyczące tych, które niedawno oglądałam, a które uważam za warte polecenia. A oto pierwszy post z cyklu 'Ostatnio obejrzane', serdecznie zapraszam do lektury wszystkich zainteresowanych!



Zawsze wydawało mi się, że dla amatora filmowego takiego jak ja, wyznacznikiem tego czy film był dobry czy nie jest to jak długo myślimy o nim po obejrzeniu. Tak jak o "La Stradzie" zapomniałam po pięciu minutach (przepraszam z góry wszystkich miłośników starych filmów tego typu) tak o "Once", który obejrzałam dwa miesiące temu (!) myślę do tej pory. Do tego stopnia, że już przymierzam się do powtórki.

"Once" na pierwszy rzut oka wydaje się być niczym nie wyróżniającym się, niskobudżetowym dramatem. Opowiada on historię ulicznego grajka z Dublina oraz imigrantki z Czech, która ledwo wiąże koniec z końcem. Nasi bohaterowie spotykają się, gdy oboje znajdują się właśnie na ostrym zakręcie swoich żyć i odkrywają, że łączy ich wspólna, ogromna pasja, jaką jest muzyka, dzięki której udaje się im wyrzucić żal z serca i wyjść na prostą. Nie jest to jednak kolejna, łzawa historia z oczywistym zakończeniem, którego nie chciałabym jednak zdradzać, bo nie chcę nikomu zepsuć frajdy z oglądania. Moim zdaniem film ten posiada trzy ważne zalety, dzięki którym mogę go polecić całym sercem:
  1. Wspaniała, poruszająca ścieżka dźwiękowa. Warto w tym momencie nadmienić, że "Once" został laureatem Oscara w 2008 roku, co wzbudziło wielką sensację. Był to jednak Oscar w pełni zasłużony, polecam sprawdzić na własne uszy.
  2. Niesamowita gra aktorska 18-letniej wówczas Markety Irglovej, która wcieliła się w rolę głównej bohaterki, a także wraz z Glenem Hansardem, odtwórcą głównej roli męskiej, napisała wspomnianą przeze mnie, nagrodzoną ścieżkę dźwiękową. Prawdziwe odkrycie.
  3. Jest to film, który na serio pokazuje życie takim, jakie jest. Nie wiem jak was, ale mnie zawsze wkurza to, że filmy są przegięte w jedną lub drugą stronę - albo zbyt lukrowe i słodkie, albo zbyt brutalne. W tym filmie przewija się ogrom uczuć, które są nam wszystkim dobrze znane, a bohaterowie borykają się z trudnym, nieraz biednym życiem jak i my. Nie brakuje też zabawnych momentów. Wszystko jest na swoim miejscu.


Muszę się przyznać, że pisząc tę krótką mini-recenzję nabrałam jeszcze większej ochoty na oglądniecie "Once". Film polecam wszystkim wielbicielom filmów obyczajowych, ale nie tylko. Myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Pozdrawiam gorąco,
Dor.

6 komentarzy:

  1. Po takiej recenzji koniecznie muszę obejrzeć ten film! Uwielbiam, gdy muzyka jest dobrze dobrana. Też lubię oglądać filmy i oceniać na filmweb :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za dramatami, więc pewnie nie skusiłabym się na obejrzenie tego. Czasem mam wrażenie, że włączam tylko te głupie odmóżdżające filmy, może pora to zmienić? ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. W wolnej chwili na pewno zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Młodą siksą byłam kiedy pierwszy raz obejrzałam Once. Po dziś dzień do niego wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. doskonły!!! dzięki za polecenie! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!